I tak to jest z kosmetykami

http://agulkowepole.blogspot.com/2013/06/kosmetyki-naturalne-ekologiczne.html

Prace domowe

Nie wiem, czy też tak macie.

Ale mam takie rzeczy, do których zbieram się niczym pies do jeża. Mam wrażenie, że będzie to jakaś strasznie ciężka czy strasznie zajmująca czas praca.

Tak było z odmrażaniem lodówki.

Mam lodówke na szczęście 2-kompresorową, co w ogóle robotę związana z odmrażaniem (bo jednak co jakiś czas trzeba odmrozić, umyć itp) rozłozyć na 2 razy.

I co? Patrzylam na tę zamrażarkę i myślałam: no jutro to się wezmę. Jutro nadchodziło i ja znów: no jutro to się wezmę. I noc. I w końcu nadszedł dzień,  kiedy sobie powiedziałam: a dlaczego nie teraz. No i się wzięłam. Robota poszła super sprawnie 😉

Podobnie z lodówką. Cały czas, że jutro, że dzis to mało czasu. Dziś zajęło mi całe wymycie gruntowne lodóweczki jakieś 30 minut.

 

Gdy następnym razem będe sie tak zastanawiać – wróce do tej notki 😉

Łosoś, sos śmietanowo-serowy-serowy + makaron

Proste, syte i smaczne.

makaronu nie kupuję. Od czasu, gdy na alledrogo zakupiłam prosta maszynke do makaronu staram sie jednak robic makaron sama.

Wczoraj też. Bo i co za sztuka 😉 100 gr mąki, jajko, łyżka oleju i woda, no tak, by sie złączyło. Trochę ciasto odpoczywa. Potem maszynka wałkuje. Płaty rozwałkowane muszą wyschnąć, bo jednak potem ładniej sie tną na paseczki 😉

 

Sos robiłam w ten sposób: śmietane 36% wlałam na patelnię (ilość na oko), dodałam trochę (szczyptę) gałki muszkatołowej, zaczęło troszke gęstnieć, dodałam ser Lazur. Podprawiłam mielonym pieprzem.

Makaron ugotowałam w wodzie z dodatkiem łyzki oleju i już 😉

Podałam z sosem.

PYSZNE 😉

Sałatka na wiosnę

Mysleliscie pewnie, że o was zapomniałam.

A nie 😉 Tylko ogólnie pogoda za oknem zniechęca do „chciejstwa”, więc postanowiłam odpuścić.

 

Ale dziś mam dla was przepis na prostą sałatkę. Sałatkę jadłam u znajomych, jest super i w jedzeniu i szykowaniu.

 

Po pierwsze nalezy ugotować makaron w kształcie ziarenek ryzu. Ja swój ostatnio kupiłam w BOMI, sa tam dwa gatunki, to kupiłam ten drobniejszy (jest drugi, bardziej płaski, ale do tej sałatki to jednak taki sobie). Ja gotuje około 1/2 opakowania.

Gdy makaron wystygnie biore jeden długi zielony ogórek. Obrany kroje w drobna kostkę.

Do tego dodaje wędzoną pierś kurczaka. Najlepsza do kupienia w Biedronce (w paczkach zafoliowanych po 2 sztuki). Tne w drobna kostkę.

 

To wszystko mieszam z majonezem.

Wstawiam do lodówki. Smacznego 😉

Sałatka warzywna

U mnie w domu robiło się klasyczną sałatkę warzywną. A więc żadnych dodatków typu kiełbasa (kiełbasa warzywem nie jest), kukurydza, papryka itp.

Klasyka wiedzie prym.

Zakupiłam dziś na lokalnym targu warzywa: marchew, pietruszkę, selera, ziemniaki, cebulę i do tego jabłka (słodkie, ale kruche).  Do tego kiszone ogórki.

Zapytacie ile? A tak ze 4 marcherwki, 2 pietruszki, 1 mały seler, z 5 ziemniaków, 1 cebulka, 3 duże kiszone ogórki. No i puszka groszku konserwowego.

Warzywa ugotowałam nieobrane. Ostudzone obrałam.

W ogóle cały myk ze smaczną sałatką polega na drobniutkim pokrojeniu wszystkiego w kosteczkę, co też uczyniłam.

Normalnie robię własny majonez. Biorę 1/2 litra oleju, dodaje ok. 1 łyżeczki musztardy, szczyptę pieprzy i szczyptę soli, wyciskam cytrynę (parę kropel), dodaje 1 całe jajko i ubijam takim stojącym mikserem pałkowym. Dzis akurat majonez miałam kupny, więc wykorzystałam.

Sałatkę doprawiłam pieprzem, sola, łyżeczką musztardy i majonezem. Przełozyłam do misek i po wierzchu udekorowałam majonezem 😉

MNIAM 😉

 

 

Tadam!!!

Wiem, mysleliście zapewne, że porzuciłam myśl o dalszym pisaniu. O nie.

Niestety jednak moja doba ma jedyne 24 godziny, a ja zajmuje się jeszcze kilkoma innymi rzeczami (nie wspominam tu pracy i zajmowania sie domem) i właśnie te rzeczy musiały chwilowo wziąć górę.

Ale…

Pochwalić się muszę, że po raz pierwszy w życiu robiłam leniwe z białym serem. Przepis przeczytałam, po czym… reszta na oko. Kluski wyszły, ale jedna porcja była lekko za długo gotowana, więc zrobiła się ciapowata. Poza tym – było ok. Egzamin zdany. Polecam. Następnym razem zrobię klasyczne kopytka z samych ziemniaków.

Wczoraj zaś upiekłam muffiny. Pewnie pomyślicie, że za chwilkę umieszcze tu jakiś magiczny przepis. O nie 😉 Jestem leniwa, nie pamiętacie? Qra chodzi do sklepu i kupuje pudełko, po czym dodaje olej, wode i jajka i ma gotowe muffiny. Tym razem były to z wiórkami czekolady 😉 Jest ok 😉

 

Nastepny pomysł to taki, by dziś pojechać na targ i kupić warzywa, a następnie zrobić sałatkę jarzynową. To wrzuce jednak jako osobny przepis i post;)

Zielono mi…

Czyli trochę o kwiatkach.

Pisałam już, że byłam tak zdolna i zasuszyłam kaktusa? A tak, potrafie i takie cuda. Mimo to w moim domu dość bujni rośnie jakaś tam roślinność, przy czym przyznaję, że dość dobrze rosną storczyki i im właśnei chciałabym poświęcić te notkę.

Storczyków, a raczej ich gatunków jest mnóstwo i wiele z nich jest bardzo trudnych do uprawy. Sporo jednak nadaje się do uprawy w warunkach domowych, nie wymagając specjalnych zachodów, częstego podlewania i nawożenia.

Przy moim zapominalstwie i braku systematyczności to właśnie stroczyki wydają się byc idealnymi kwiatkami. Gdy sobie przypomnę podlewam je, a raczej namaczam korę drzewną, w której sa posadzone i tak sobie potem rosną przez dłuższy czas. Odwdzięczają się kwitnięciem mniej więcej dwa razy do roku,pięknymi duzymi kwiatami.

 

A jakie wy kwiaty hodujecie? Poświęcacie im duzo czasu? Jakich zabiegów wymagają?

Ból serca…

Chciałam sobie poprowadzic fajnego bloga.

Na początku wychodziło to całkiem nieźle. Owszem. Bawiłam się całkiem fajnie, po rosnącej ilości odwiedzin widziałam Wasze zainteresowanie.

No coż. Niestety zwykle znajdzie sie „czarna owca”, która chce wszystko zepsuć.

Paulinko – przykro mi – nie chce mi się więcej czytać, że powinnam mieć mopa parowego, że jestem durna, bo myje podłoge chemikaliami, że zatruję tym kota, że … i wiele wiele innych zarzutów.

Decyzja dojrzewała we mnie parę dni i umieszczam ją tu oficjalnie.

Ja chce, by strona się dalej rozwijała, była źródłem inspiracji dla wszystkich – dla mnie, dla moich znajomych i dla ich znajomych. Nie hccę, by była miejscem, gdzie ktoś będzie pokazywał „a u nas w Hameryce”.

Żegnam więc i mam nadzieję, że już nigdy więcej nie będę musiała blokować żadnego uczestnika ani strony ani tym bardziej bloga.

Pozostałych uczestników bardzo przepraszam, że robię to dopiero teraz.

A wyczyść to sobie parą

Nie miałam przekonania co do pary i wszelkich H2O mopów.

I nadal nie mam. I mieć nie będę. Będę do tej notki dopisywać argumenty, dlaczego to jednak nie jest ideał:

1.  „Para zabija roztocza, ale nie wchodzi głęboko i nie usuwa ich odchodów i resztek, a za to podwyższa wilgotność powietrza sprzyjając rekolonizacji.

 

Jeśli ktoś chce dawać argumenty – zapraszam, ale proszę bez informacji z reklamówek i PR-owych tekstów. Postarajmy się być rzetelni i nie piać z zachwytu nad wszystkim jak leci

Dbanie o siebie czy przeginanie

Zainspirowana komentarzem do jednej z notek stwierdzam, że należy zająć się tematem dbania o siebie.

Gdy myślę o swoim dzieciństwie to staje mi przed oczyma moja sąsiadka. Otóż ona była klasyczną kurą domową, na posiłek w domu czekali zawsze 2 panowie: mąż i syn, którzy nigdy jej w niczym nie pomogli. A ona kojarzy mi się z widokiem kobiety obładowanej siatami. Co do dbania: jej włosy nigdy nei widziały fryzjera, obcinała ja siostra, spódnice robiła sobie sama na drutach. Słowem wyglądała nijak.

Nie jestem zwolennikiem czy też zwolenniczką robienia z siebie plastikowej laski. Nigdy ni dopinałam sobie włosów, nie korygowałam nsa czy piersi. Ale dbam o włosy, chodzac do fryzjera, zmieniam ich kolor, by wyglądać ciekawie. Chadzam do manikiurzystki, by moje dłonie były zadbane. Odwiedzam pedikiurzystkę, nie tylko po to, by wygodnie mi się chodziło, ale też i po to, by moje stopy wygladały atrakcyjnie w sandałkach latem na plaży (nie noszę sandałków do pracy).

Pomiędzy robieniem z siebie miss plastik a nie dbaniem o siebie jest cała wielka przestrzeń, którą doskonale mozna wypełnić. I ja staram się to robić.